Strona główna / Prasa / Przegląd Prasy / Der Spiegel / Koszmar podrabiaczy

Der Spiegel - szczegóły

Koszmar podrabiaczy

2008-02-25

Światowy handel fałszowanymi lekarstwami kwitnie, plagiaty stają się coraz bardziej wyrafinowane

Koszmar podrabiaczy

Światowy handel fałszowanymi lekarstwami kwitnie, plagiaty stają się coraz bardziej wyrafinowane
Głównym ośrodkiem tego obracającego miliardami rynku jest Nigeria. Dla szefowej tamtejszej administracji sanitarnej stawką w walce z mafią fałszerzy jest jej własne życie.
Dora Akunyili siedziała wraz ze swym bratem na tylnej kanapie ciemnej limuzyny, gawędzili i śmiali się. Nie wiedzieli, że za nimi podążają zabójcy.

Fotel obok kierowcy zajmował policjant, przodem jechali inni funkcjonariusze ochrony. Było słoneczne zimowe popołudnie. Dora Akunyili wracała z przyjęcia, chciała jeszcze zajrzeć na chwilę do krewnych w swojej rodzinnej wiosce.

Nigeria, Lagos: Przedstawiciele Państwowej Agencji Administracji i Kontroli Żywności i Lekarstw (NAFDAC) wyładowują transport podrobionych leków, fot. AFP


Ból czaszki poczuła w tym samym momencie, gdy usłyszała roztrzaskiwanie się tylnej szyby. Sięgnęła po srebrny szal, który miała owinięty wokół głowy – był przedziurawiony. Wtedy dopiero zrozumiała, co się dzieje. – Oficerze, niech mi pan pomoże, mam kulę w głowie! – zawołała. Policjant odwrócił się i burknął: –Proszę siedzieć cicho, madame, gdyby w pani głowie tkwiła kula, nie mogłaby pani rozmawiać!

Dora nie może powstrzymać śmiechu, wspominając te scenę. – Kula otarła się o skórę głowy i osmaliła włosy, miejsce to było przez kilka dni opuchnięte – mówi. O tym, że w zamachu śmiertelnie postrzelony został kierowca autobusu, dowiedziała się dopiero później. – Wtedy po prostu pognaliśmy do najbliższego komisariatu policji.

53-letnia Dora Akunyili, farmakolog i matka sześciorga dzieci, ma okrągłą buzię i zamiłowanie do tradycyjnych kolorowych szat. Jako dyrektor generalny nigeryjskiej Państwowej Agencji Administracji i Kontroli Żywności i Lekarstw (Nafdac) musi w każdej chwili liczyć się z ewentualnością zamachu. Prowadzi bowiem walkę, w której stawką są gigantyczne pieniądze i zdrowie 140 milionów ludzi.

Handel fałszowanymi lekami kosztuje corocznie życie setek tysięcy ludzi, a w Nigerii jest z tym szczególnie źle. Mieszanina petrodolarów, przemocy i korupcji zapewniła jej pozycję głównego ośrodka transakcyjnego owej branży.

Handluje się tu pigułkami, kroplami i maściami, które zawierają sfałszowane substancje czynne lub nawet są ich zupełnie pozbawione – albo też wzbogacone w nie w tak minimalnym stopniu, że wyklucza to jakąkolwiek skuteczność. W najlepszym wypadku chodzi o tabletki witaminowe z kredy lub środki na potencję z kukurydzianego krochmalu, ale najczęściej o bezwartościowe lub nawet trujące kopie markowych preparatów na raka, nadciśnienie, cukrzycę, malarię czy AIDS.

Większość podróbek pochodzi z Indii i Chin, światowa siatka handlarzy rozprowadza je głównie w krajach rozwijających się. Nigeria uważana jest za jeden z najważniejszych rynków zbytu farmaceutycznych piratów – według opublikowanych kilka lat temu badań kraj ten pobił smutny rekord: aż 70 procent wszystkich środków farmaceutycznych było sfałszowanych. Do tego, że obecnie wskaźnik ów wynosi zaledwie 20 procent, przyczyniła się ta korpulentna kobieta w niebiesko-złotym kostiumie, która siedzi przede mną na sofie w swoim pokoju hotelowym w Lagos. Dochodzi północ, dzień był ciężki, Dora Akunyili wieczorem znów poleciała z Abudży, gdzie ma swą główną siedzibę Nafdac, do Lagos. – Prawdziwe życie toczy się właśnie tam – mówi śmiejąc się.

Prawdziwe życie: chaos, sterty śmieci i ludzka masa, śmierdząca otchłań piekielna. Ponad 15 milionów ludzi zmaga się w Lagos z dniem codziennym, rząd już dawno usunął się stamtąd na bezpieczną odległość: na początku lat 90. zbudował Abudżę, mniejszą, bardziej schludną i łatwiejszą do kontrolowania stolicę wewnątrz kraju.

W zabarykadowanym hotelu "Sheraton" Akunyili czuje się względnie bezpiecznie. Na dole przy wejściu stoją strażnicy, patrolują każde piętro oraz wyłożony złotem i marmurem hall. Ochroniarze Akunyili mogą więc kilka godzin odpocząć, podczas gdy ich szefowa opowiada, co stało się koszmarem podrabiaczy leków.

Wszystko zaczęło się od tego, że pewnego razu Akunyili okazała swą uczciwość. Siedem lat temu dokuczały jej bóle żołądka, lekarze byli bezradni. Pracodawca, Petroleum Special Trust Fund, podarował jej wspaniałomyślnie czek na ponad 17 tysięcy funtów szterlingów: miała za to odbyć kurację. Potem jednak okazało się, że nie jest jej potrzebna żadna droga terapia, lecz tylko jedno określone lekarstwo. Podziękowała więc swemu przełożonemu i zwróciła pieniądze. – Był pod niezłym wrażeniem – wspomina chichocząc. W Nigerii nikt nie zwraca pieniędzy, których nie potrzebuje.

Szef opowiedział tę historię swemu znajomemu, on z kolei powtórzył ją prezydentowi państwa i w dwa tygodnie później, w niedzielne popołudnie u Akunyili zadzwonił telefon. Prezydent powiedział jej, że jest właściwą osobą na to stanowisko, gdyż największy problem Nafdac stanowi korupcja. Gdy w 2001 roku Dora Akunyili obejmowała swój urząd, w innych krajach afrykańskich ze względów bezpieczeństwa obowiązywał zakaz importu lekarstw z Nigerii. Wielu uczciwych sprzedawców leków zaprzestało działalności, nie mogąc sobie poradzić z dumpingowymi cenami fałszerzy, a koncerny farmaceutyczne produkujące prawdziwe medykamenty opuściły kraj.

– Wszędzie na świecie ludzie umierają z powodu przyjmowania sfałszowanych lekarstw, ale w Nigerii ofiary można znaleźć w każdej rodzinie – mówi Akunyili i zaciska wargi, skupiając wzrok na swych dłoniach. – Moja siostra Vivian zmarła w wieku 21 lat na cukrzycę. Zapadła po prostu w śpiączkę i już się nie obudziła. Potem okazało się, że dostała sfałszowaną insulinę.

Zaraz po nominacji nowa szefowa zaczęła porządkować przydzieloną jej instytucję. W krótkim czasie zwolniła co dziesiątego spośród około 3 tysięcy pracowników. – Większość z nich nie zdawała sobie sprawy, że powinni sprawować funkcję kontrolną. Każdy handlarz mógł przynieść lekarstwa do Nafdac, a tam rejestrowano je, ot tak po prostu – opowiada potrząsając głową. – Oczywiście za zarejestrowanie urzędnicy żądali pieniędzy. Większość była skorumpowana.

Każdy lek będzie badany w agencyjnym laboratorium, zanim zostanie, maksymalnie na pięć lat, dopuszczony do stosowania – ogłosiła swemu zespołowi Akunyili. Pasta do zębów, woda butelkowana, odżywki dla niemowląt, batony czekoladowe – wszystko musi być sprawdzane pod kątem higieny i składu. Również fabryki wytwarzające środki farmaceutyczne lub produkty żywnościowe mają być odtąd regularnie poddawane inspekcjom – zarządziła. Najważniejszą innowacją było jednak to, że każdy, kto dawał się przekupić, tracił posadę

Niebawem Akunyili udowodniła, że swoje zadania traktuje serio. – Musiałam zwolnić młodszego brata mojego męża, ponieważ przyjął pieniądze – opowiada. – Rodzina do dziś mi tego nie wybaczyła.

Zagryza dolną wargę. Po chwili mówi twardo: – Musiałam. W przeciwnym razie utraciłabym kontrolę. (...)

Ustaw zmienić nie może, skorumpowanych sędziów też nie. – Ale wykorzystuję luki – mówi i uśmiecha się. Może kazać zamykać sklepy i targowiska. Może robić z tego spektakle, paląc publicznie podróbki. I może stawiać przyłapanych handlarzy pod pręgierzem. Na przykład Marcel Nnakwe, król gangu fałszerzy z Onitsha, został przedstawiony przez nią na żywo w telewizji: musiał przeprosić i obiecać, że nigdy więcej nie powróci do "tego nielegalnego procederu". Uczynił to z odrazą, a potem poprzysiągł zemstę.

Wtedy zaczęły się zamachy. Sześciu uzbrojonych mężczyzn wtargnęło do domu Akunyili w Abudży, obezwładniło personel i przeszukało wszystkie pomieszczenia. Leżącego na biurku pliku banknotów nie tknęli.

Rok później, w sierpniu 2002, pożar zniszczył jedno z nowych laboratoriów w Lagos. W marcu 2004 roku płonęło w tym samym czasie kilka biur Nafdac w różnych nigeryjskich stanach.

Kto stoi za zamachami? Istnieją poszlaki, że to Nnakwe wysłał płatnych zabójców. Jego proces wlecze się już ponad trzy lata. Innych incydentów nie objęto śledztwem. (...)

W Lagos są jednak ludzie chętni do potajemnej współpracy z Akunyili. –Fałszerze lekarstw nie są drobnymi złodziejaszkami. Gdy do ich uszu dojdzie, że przeszkadzam im w interesach, mogą spalić klinikę, a mnie zastrzelić – mówi George Okpagu. Siedzi za swym biurkiem w małym szpitalu z zepsutą klimatyzacją. Ma krótko ostrzyżone włosy, nosi biały lekarski fartuch, ale jest bez butów. Kliniką kieruje od 22 lat.

Często prosi swych pacjentów, by przynosili mu lekarstwa, które przyjmują. –Gdy coś wygląda na podróbkę, pytam chorego, gdzie to kupił. Potem telefonuję do ludzi z Nafdac i mówię im, że powinni przeszukać ten czy tamten sklep. To jedyna możliwość, by wesprzeć Dorę Akunyili, nie narażając się samemu na niebezpieczeństwo – opowiada.

Uśmiecha się gorzko. Cztery lata temu sam omal nie umarł z powodu sfałszowanych środków na obniżenie ciśnienia. – Kupiłem tabletki po drodze w aptece, opakowanie wyglądało całkiem normalnie – relacjonuje. Przyjmował to lekarstwo od lat i zawsze dobrze na nie reagował. Jednak kilka tygodni później poczuł się źle. – Ostatnie, co zapamiętałem, to moje zmierzone przez innego lekarza ciśnienie: 200 na 110. Potem straciłem przytomność."

Okpagu doznał wylewu krwi od mózgu, przez osiem dni był nieprzytomny, a po przebudzeniu doświadczył przejściowego paraliżu połowy ciała. Jego koledzy zbadali tabletki – nie zawierały żadnej substancji czynnej. Dziś mówi, że sam był sobie winien, jako lekarz powinien kontrolować ciśnienie. – Ale ilu Nigeryjczyków ma dość pieniędzy i wykształcenia, by obronić się przed tymi mordercami?

Nigeryjczycy mają za to Dorę Akunyili. I darzą ją szczerym szacunkiem. Zasypują ją listami, wierszami, rysunkami, talizmanami, słodyczami. Nieznani ludzie zagadują ją na ulicy, chcą jej dotknąć, ochroniarze muszą ich odpychać. Nazywają ją "mommy" – w Nigerii to oznaka poważania.

Czasem trudno jest podołać statusowi narodowej bohaterki. Akunyili chce wytrzymać jeszcze trzy lata, do końca swej drugiej kadencji. Marzy o odpoczynku, może jako ambasador w odległym, przyjaznym kraju. Uważa, że po odejściu z urzędu i tak będzie musiała opuścić Nigerię. – Bez ochroniarzy, których rząd daje mi do dyspozycji, nie pożyłabym długo.

Jej dzieci mieszkają od dawna w USA. Najmłodszy syn właśnie zdał maturę. Rodzice chcieli, by przynajmniej on był przy nich, ale po próbie porwania cztery lata temu wysłali go za granicę. – Dziękuję Bogu, że ani ja, ani moja rodzina nie wiedzieliśmy wcześniej, jak niebezpieczne będzie to zajęcie – mówi cicho Akunyili. – Mój mąż żyje w ciągłym strachu, obawiam się o jego zdrowie. Ale zrezygnować, teraz?

Błyszczące zielone cyfry na telewizorze w pokoju hotelowym pokazują godzinę drugą. Moja rozmówczyni jest śmiertelnie zmęczona, ale chce jeszcze coś oświadczyć. – To, z czym walczymy, jest problemem nie tylko afrykańskim. Odporne szczepy bakteryjne, których hodowlę wspierają kiepskie kopie antybiotyków, szerzą się na całym świecie.

Dlatego w przyszłości Akunyili chce intensywniej współpracować z władzami sanitarnymi sąsiednich państw Afryki Zachodniej. (...)

Następnego dnia Nafdac zaprasza mieszkańców Lagos na "ćwiczenia w niszczeniu". Na łące za miastem mężczyźni układają jeden na drugim kartony z lekarstwami, na koniec polewają całą stertę olejem napędowym. Kamery telewizyjne i aparaty fotograficzne kierują się na łysego mężczyznę w czarnym garniturze, który za pomocą pochodni podkłada ogień. Mężczyzna nazywa się Dioka Ejionueme i kieruje w agencji działem ścigania. Gdy płomienie strzelają w niebo, gromkim głosem opowiada o najnowszych sukcesach: to już 116. publiczne palenie, znów zniszczono podróbki wartości kilku milionów dolarów!

Ostatnią nowość zdradza dopiero po odejściu dziennikarzy, bo jest dla niego nieco krępująca. Od tej pory sfałszowany towar nie będzie już publicznie palony, lecz unieszkodliwiany w nowoczesnych piecach utylizacyjnych – co stanowi wkład Nigerii w ochronę środowiska.

 

Drukuj