McCain opowiada o swojej niewoli w Wietnamie, wojnie w Iraku i szansach konserwatystów na pokonanie Baracka Obamy lub Hilary Clinton.
Spiegel: Europa czeka z nadzieją na kolejnego prezydenta USA. Czy będzie się pan starał przywrócić zaufanie świata do Ameryki? McCain: Znam większość przywódców w Europie oraz w pozostałych częściach świata i zawsze wyrażałem się jasno. Od dawna prezentuję stałe poglądy i przez lata pokazałem, że potrafię współpracować z naszymi przyjaciółmi. Sądzę, że moja wiarygodność jest znaczna.
Ameryka potraciła przyjaciół, bo prezydent George W. Bush drażnił ich, a nawet obrażał. W Guantanamo łamał prawa człowieka, wycofał się ze wspólnej walki z globalnym ociepleniem. Czy za prezydentury Johna McCaina doszłoby do zmiany kursu? Ogłoszę, że żaden więzień nie będzie już w Ameryce torturowany. Ogłoszę, że zamykamy Guantanamo i przenosimy więźniów do Fort Leavenworth w stanie Kansas. Że Ameryka zobowiązała się do walki ze zmianami klimatu i że całym sercem zaangażuję się w doprowadzenie do globalnego porozumienia klimatycznego – musiałyby w nim uczestniczyć także Indie i Chiny.
Czy mógłby pan sobie wyobrazić, że Ameryka znów podejmie negocjacje w sprawie protokołu z Kioto? Ameryka będzie nadal negocjować. Ale jak już powiedziałem, każde porozumienie musi obejmować Indie i Chiny, a oba te państwa byłyby głupie, gdyby nie współdziałały w tej sprawie.
Czy w przyszłości będzie mniej samodzielnych amerykańskich posunięć? Mam nadzieję, że w przyszłości Ameryka znów będzie w sposób multilateralny. Był czas, gdy Stany Zjednoczone wolały robić to w pojedynkę, ale uważam, że lepiej współgrać z naszymi przyjaciółmi i partnerami.
Jaką rolę będzie odgrywać Organizacja Narodów Zjednoczonych? Bush ustawicznie ją ignorował. ONZ odgrywała zawsze ważną rolę. Jednak obecne postępowanie Rosji wskazuje jednoznacznie, iż chodzi jej o blokowanie. Dlatego ONZ musi układać sobie współpracę z tymi demokratycznymi państwami, które podzielają nasze wartości i zasady.
Czy Niemcy nie powinny wziąć na siebie większą odpowiedzialność w świecie przez na przykład nadanie im statusu stałego członka Rady Bezpieczeństwa? Uważam, że już teraz mają znaczny wpływ na sprawy światowe. I cenię sobie nasze dobre już od wielu, wielu lat stosunki dwustronne. Jestem przekonany, że Niemcy będą nadal odgrywać bardzo wpływową rolę. (...)
Czy będzie pan rozmawiał z ludźmi w rodzaju irańskiego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada? Tak długo, jak Iran będzie deklarował jako swój cel zniszczenie Izraela i kontynuował prace nad bronią jądrową, będę to traktował jako sytuację niedopuszczalną. Wraz z innymi państwami demokratycznymi będę dążył do ukarania Iranu.
Czy wojna jest dla pana uprawnionym instrumentem polityki? Każdy naród ma prawo do tego, by się bronić. To prawo podstawowe.
Sięgnijmy teraz do pańskiej biografii: brał pan udział w wojnie wietnamskiej (jako pilot lotnictwa morskiego został zestrzelony nad Wietnamem Północnym – przyp. Onet), podczas trwającego pięć i pół roku pobytu w niewoli był pan torturowany. Musi pan mieć dosyć wojny. Tak, my, weterani nienawidzimy wojny. Mam nadzieję, że nigdy jej nie gloryfikowałem w tym, co kiedykolwiek mówiłem lub pisałem. Nie wątpię również, że wojna była najgorszym doświadczeniem dla każdego, kto ją przeżył. Jednak w pewien sposób czas spędzony na wojnie był najcudowniejszy w moim życiu: doświadczyłem odwagi i męstwa tych, z którymi mogłem służyć. (...)
Większość pretendentów do prezydentury ma problemy przede wszystkim z kwestią iracką. Raz głosowali przeciw, potem znów za... Zawsze wspierałem ofensywę w Iraku, także w czasach, gdy nie była ona szczególnie popularna nawet w Partii Republikańskiej. W owym czasie wszyscy szukali wyjścia awaryjnego.
Jednak większość Amerykanów uważa, że wojna w Iraku była błędem. Czy chce pan sprostać polemice z kandydatami Demokratów? Zarówno Hillary Clinton, jak i Barack Obama chcą wyjścia z Iraku tak szybko, jak to możliwe. Pogląd ten jest bardziej popularny niż pańskie stanowisko. Senator Clinton i senator Obama chcą wycofania z Iraku z powodów politycznych, bez sensownego terminarza. Nie traktują serio zagrożenia Izraela przez Iran, a jest to zagrożenie dla całego regionu.
Amerykańska armia od pięciu lat stacjonuje w Iraku, życie straciło tam już prawie 4 tysiące żołnierzy. Dlaczego jest pan taki pewny, że zwiększenie liczebności wojsk i ofensywa okażą się rzeczywiście skuteczne? Mam zamiar wygrać wojnę i mam zaufanie do osądu naszych dowódców. Podzielam jednocześnie smutek z powodu bolesnych strat, jakich doznajemy w trakcie tych karnych operacji. Lepiej niż jakikolwiek inny pretendent do Białego Domu wiem, jak okropna jest wojna.
Ale? Ale wiem również, że koszty w postaci ludzkiego życia i szkód materialnych byłyby znacznie większe od dotychczasowych strat, gdybyśmy doznali w Iraku niepowodzenia. Nie dopuszczę, by do tego doszło.
Co będzie, jeśli to mimo wszystko nastąpi? Al-Kaida rozgłosiłaby na cały świat, że zwyciężyła Stany Zjednoczone. I im bardziej byśmy się cofali, tym silniej oni by naciskali – aż znaleźliby się u nas, w Ameryce. (...)
Gubernator Kalifornii Arnold Schwarzenegger uważa, iż Partia Republikańska wybiera czasami błędne priorytety i nie nadąża w takich kwestiach, jak globalne ocieplenie czy ubezpieczenie zdrowotne dla Amerykanów. Dlaczego ignorujecie takie tematy? Nie wiem, ja w każdym razie ich nie ignorowałem.
Jednak zna pan swoją partię. Naszym największym problemem jest to, że wydatki wymknęły się spod kontroli. To budzi prawdziwą troskę zarówno naszej bazy politycznej, jak i narodu amerykańskiego.
Z powodu takich tez koledzy partyjni uważają, że jest pan w rzeczywistości nie Republikaninem, lecz Demokratą.
Napawa mnie wielką dumą fakt, że jestem konserwatystą, a moja teza o wysokim zadłużeniu wynika właśnie z wiary w podstawowe zasady konserwatyzmu. Wolność to prawo nadane nam przez Stwórcę, a nie przez rządy. A wprowadzanie sprawiedliwości i prawa nie polega na tym, by dawać państwu coraz więcej władzy, lecz na tym, by chronić wolność i własność obywateli.
W głosowaniach nader często stawał pan po stronie Demokratów – to czyni pana podejrzanym.
Pełniąc wszystkie moje funkcje publiczne lokowałem się w głównym nurcie konserwatyzmu. Wierzę w odchudzoną administrację, dyscyplinę podatkową, niskie podatki, skuteczną obronę militarną, w sędziów wprowadzających w życie nasze ustawy. Wierzę w wartości społeczne, które są prawdziwym źródłem naszej potęgi. I wierzę także, całkiem ogólnie, w niezłomną obronę prawa do życia, wolności i poszukiwania szczęścia – wszystkich tych wartości broniłem przecież w całej mojej karierze, jako danych przez Boga żyjącym i nienarodzonym.
Komentator radiowy Rush Limbaugh powiedział, że zdobycie przez pana nominacji prezydenckiej będzie katastrofą – jest pan bowiem zbyt liberalny. Jak chciałby pan poskładać niezbyt przecież zwartą Partię Republikańską, zanim w listopadzie stanie ona przeciwko Demokratom?
Muszę po prostu robić to, co do tej pory. Muszę nadal głosić przesłanie, że widzę nas wszystkich razem pod olbrzymim sklepieniem namiotu. I muszę głosić, że największym lękiem, jaki trapi konserwatystów, jest lęk przed radykalnym islamizmem – i że to ja nadaję się najbardziej do tego, by zapewnić narodowi ochronę.
Dlaczego właśnie pan? Co różni pana od Baracka Obamy i Hillary Clinton?
Senator Clinton i senator Obama chcą zwiększyć liczebność rządu federalnego. Ja chciałbym ją zmniejszyć. Senator Clinton i senator Obama podniosą podatki. Ja planuję je obniżyć. Opowiadam się za trwałym utrzymaniem wprowadzonych przez Busha obniżek podatków.
Przeciwko którym sam pan niegdyś głosował w Senacie...
...ponieważ nie istniało wtedy ich zrównoważenie po stronie wydatków.
Odchudzone państwo, wzrost dzięki niskim podatkom – brzmi to tak, jak gdyby chciał pan ożywić liberalną politykę gospodarczą Ronalda Reagana.
Byłem wiernym żołnierzem reaganowskiej rewolucji. Możemy stworzyć system podatkowy, który wspiera przedsiębiorczość i naszą konkurencyjność na globalnych rynkach. Jednak w chwili obecnej Ameryka ma drugą najwyższą w świecie stawkę podatku od przedsiębiorstw. Obcięcie tej stawki natychmiast uruchomi wzrost i pozwoli go trwale utrzymać. (...)
Wskaźniki poparcia dla urzędującej administracji republikańskiej są najniższe od czasu, gdy zaczęto je mierzyć. Może to pan wyjaśnić?
Powodów jest wiele. Wskaźniki poparcia dla mojej własnej osoby są niezwykle wysokie. W sondażach lokuję się na poziomie senator Clinton, jak również senatora Obamy – albo tuż powyżej nich.
Byłby pan najstarszym prezydentem w historii USA, w momencie inauguracji miałby pan 72 lata. Czy wiek będzie tematem w kampanii wyborczej, zwłaszcza w konfrontacji z Obamą?
Jestem zdrowy, sprawny i uważam, że będę mógł pokazać, iż mam większe doświadczenie i zdolność osądu, by przeprowadzić Amerykę przez niebezpieczne czasy.
Ma pan opinię osoby niezwykle przesądnej. Czy odpowiada panu coraz bardziej rosnąca rola religii w amerykańskiej polityce? Pański konkurent Mike Huckabee twierdzi, iż jest prowadzony przez Boga.
Wiara odgrywa wielką rolę w moim życiu. Wierzę również w to, że Ameryka jest wielkim krajem, ludzie wszystkich religii są u nas mile widziani.
Z Huckabee może pan sobie od czasu do czasu pożartować, natomiast z kolegą Mittem Romneyem zdaje się łączyć pana namiętna nienawiść. On wycofał się już z prezydenckiego wyścigu. Czy to pana zaskoczyło?
Nie jestem w stanie tego wyjaśnić, ponieważ nie miałem jeszcze okazji, by z nim o tym podyskutować.
Podobno zmarnował w tej kampanii około 35 mln dolarów ze swego majątku.
Był jednak twardym zawodnikiem, stoczył wspaniałą walkę. Może być z niej dumny.
Kogo oczekuje pan jesienią jako swego przeciwnika: Clinton czy Obamy?
Nie mam pojęcia.
Czy ich niezwykła rywalizacja zmieniła amerykańską politykę?
W porównaniu ze mną mają oni zasadniczo odmienne nastawienie filozoficzne. Oboje są liberalnymi Demokratami, ja jestem konserwatywnym Republikaninem. Właśnie dlatego będziemy mieć bardzo żywą debatę.
Czy ma pan dwie różne strategie, jedną dla kobiety, jedną dla czarnego?
Nie, nic podobnego.
Według wszystkich sondaży Obama będzie trudniejszy do pobicia, ponieważ zachwycił wyborców niezależnych.
Nie mogę powiedzieć, który z obojga konkurentów będzie budził większy lęk. Mogę jednak panom obiecać, że wywrę olbrzymie wrażenie na wyborcach niezależnych.
Rozmawiali Klaus Brinkbäumer, Marc Hujer