Współzałożyciele Google, Larry Page i Sergey Brin odpadają
Jak znaleźć milionera (lub multimilionera)
Współzałożyciele Google, Larry Page i Sergey Brin odpadają
Podobnie, jak dyrektor generalny Oracle, Larry Ellison. Ci panowie opuścili już grono multimilionerów - kawalerów.
Ale bez obaw. Jeśli marzysz o partnerze z grubym portfelem, na licznych portalach randkowych znajdziesz całe listy mężczyzn, którzy chwalą się sześciocyfrowym rocznym dochodem. Możesz zacząć przeczesywać strony, takie jak MillionaireMatch.com, Sugardaddie.com, DateAMillionaire.com lub żartobliwa Marry-An-Ugly-Millionaire-Online-Dating-Agency.com w poszukiwaniu zasobnych kont bankowych. (Mężczyźni szukający bogatych sponsorek mają zazwyczaj mniejszy wybór, gdyż w większości portali profile bogatych kobiet nie są zbyt liczne).
Fot. Getty Images/FPM
Strony typu znajdź-bogatego-faceta mogą się różnie kojarzyć, jednak ich właściciele zapewniają, że są bardzo pomocni bogatym biznesmenom, którzy nie mają czasu na głupstwa takie, jak przesiadywanie w barach, klubach i innych lokalach. "To kwestia wygody", mówi Steven Pasternack, dyrektor generalny Sugardaddie.com z Miami. "Ci mężczyźni naprawdę ciężko pracują. Więc nic dziwnego, że wolą po prostu usiąść w fotelu w biurze i przejrzeć w komputerze katalog kobiet". Szczęściarze.
Ponadto, randki internetowe są tańsze, niż biura matrymonialne. Na przykład, Sugardaddie i MillionaireMatch pobierają abonament około 20 dolarów miesięcznie, podczas gdy znane biura matrymonialne inkasują tysiące dolarów za swoje usługi.
Portale te twierdzą też, że oferują profile lepiej sytuowanych osób, takich jak dyrektorowie, aktorzy i znani sportowcy, niż niewyspecjalizowane serwisy randkowe typu Match.com i eHarmony. Na przykład, aktor Charlie Sheen przez kilka miesięcy korzystał z MillionaireMatch. Steve Kasper, wiceprezes działu marketingu zlokalizowanej w San Jose w Kalifornii MillionaireMatch, mówi, że jego firma nigdy nie ujawnia tożsamości swoich klientów, a Sheena zdekonspirował inny użytkownik portalu.
Oprócz serwisów randkowych dla milionerów istnieje wiele innych niszowych portali tego typu. Spark Networks (amex: LOV - news - people) z siedzibą w Beverly Hills w Kalifornii obsługuje 30 serwisów randkowych skierowanych do konkretnych odbiorców, takich jak JDate.com przeznaczona dla Żydów poszukujących partnera lub partnerki, oraz BlackSingles.com i ChristianMingle.com.
True.com natomiast stawia na bezpieczeństwo randkujących. Ten portal z Dallas weryfikuje wiarygodność użytkowników i usuwa osoby z kryminalną przeszłością. "Gwarantuję, że każdy kryminalista pożałuje, że wszedł na naszą stronę", mówi jej dyrektor generalny, Herb Vest. "Nie tylko oddamy go w ręce policji federalnej, ale i złożymy doniesienie do odpowiedniej instytucji w stanie, w którym mieszka. Ponadto, zawsze podajemy do sądu osoby, które skłamały na temat swojej niekaralności". True.com usuwa też profile osób, które fałszywie oświadczyły, że są stanu wolnego.
Giganci, tacy jak Match.com i eHarmony twierdzą, że podczas poszukiwania idealnego partnera najlepiej brać pod uwagę wiele czynników. "Jeśli wybieramy portale ukierunkowane na jedną konkretną cechę, nie mamy co liczyć na trwały związek", mówi Janet Siroto, dyrektor redakcji w zlokalizowanej w Dallas firmie Match.com.
Match.com i eHarmony to dwa z najpopularniejszych serwisów randkowych w USA, natomiast najpopularniejsza tego typu witryna w Azji to chińska QQ.com Love. Meetic.com i be2 zajmują pierwsze i drugie miejsce w rankingu popularności w Europie, a w Ameryce Łacińskiej Amigos.com ustępuje popularnością jedynie MSN. "Od dawna już nikt nie wstydzi się randkować online", mówi Egon Smola, dyrektor w Yahoo! Personals. "Często słyszę, jak ludzie chwalą się tym, że poznali się przez Internet".
Pomimo licznych opcji randek internetowych, liczba odwiedzin tego typu portali w USA spada stopniowo z 21% wszystkich użytkowników Sieci w 2003 roku do 10% w roku 2006, według JupiterResearch. Ta firma badająca najnowsze technologie twierdzi, że przedstawiciele tego sektora rynku nie zdołali przekonać konsumentów, że w sieci można znaleźć wartościowych partnerów, którym można bezpiecznie ujawnić swoje dane osobowe.
Chociaż liczba odwiedzających maleje, to zyski z internetowych serwisów randkowych rosną wraz ze wzrostem opłat za usługi i wydłużeniem się czasu korzystania z tych usług przez zainteresowane osoby. Całkowity przychód tej branży w USA wzrósł o 10% do 659 milionów dolarów w 2006 roku, a JupiterResearch przewiduje łączną roczną stopę wzrostu 8% do 2011 roku.
Aby zachęcić nowych użytkowników, Match.com i inne portale nieustannie dodają nowe funkcje. Pod koniec ubiegłego roku, potentat randek internetowych uruchomił serwis Match My Friends, który umożliwia użytkownikom tworzenie profili swoich znajomych, które są od razu dodawane do bazy Match.com liczącej 20 milionów profili.
Zapytany, czy Facebook i MySpace konkurują z portalami randkowymi, Match.com odpowiada, że portale społecznościowe mają inny cel. "Użytkownicy takich portali z góry wiedzą, z kim się komunikują", mówi Craig Wax, dyrektor w Match.com North America. "Match daje nam dostęp do osób, których nie znamy".
Jednak niektórzy przedstawiciele sektora mówią, że samo dodanie aplikacji takiej, jak Facebook nie jest wystarczająco znaczącą innowacją. Znane portale randkowe "całkiem nieźle zarabiają inkasując 35 dolarów miesięcznie od każdego klienta", mówi Alex Gurevich, współzałożyciel Say Hey Hey, nowego portalu określanego jako skrzyżowanie YouTube z Match.com, gdyż do tworzenia profili służą w nim filmy wideo, a nie zdjęcia. "Dla nich wprowadzenie czegoś bardziej innowacyjnego może być ryzykowne. Wprawdzie pomyśleli o dodaniu opcji wideo, lecz nie chcą ryzykować utraty klientów z określonych grup społecznych. Dlatego, to mniejsi gracze muszą stawiać na innowacje".